Ferencváros
Real MadrytAutor: Dawid Sikora — Ekspert piłkarski od Série B, Úrvalsdeild i I ligi
W 2014 roku José Mourinho jako trener Chelsea uczestniczył w otwarciu stadionu Ferencvárosu. Dwanaście lat później Portugalczyk wraca na Groupama Arenę, tym razem prowadząc madrycki Real. Węgierski klub specjalnie na przyjazd „Królewskich” przełożył ligowe spotkanie. Czy gospodarzom uda się pokazać z dobrej strony europejskiemu gigantowi?
Latem 2026 roku w Ferencvárosie doszło do znaczących zmian. Nowym szkoleniowcem został 46-letni Balázs Borbély. W eliminacjach Ligi Europy zespół pewnie przeszedł dwie rundy, eliminując serbską Vojvodinę (2:1, 3:0) i holenderski Twente (2:1, 2:2), a także dobrze rozpoczął trzeci etap, pokonując polski Górnik (1:0).
W lidze po dwóch kolejkach Ferencváros nie ma jeszcze zwycięstwa. Powodem są letnie roszady kadrowe. Klub opuściło kilku obrońców: środkowi obrońcy Gábo Szalai (32 mecze w lidze węgierskiej w sezonie 2025/26), Sebrails Makreckis (16 spotkań) i Ibrahim Cissé (17 meczów), a także pomocnik Mohammad Abu-Fani (2 gole i 6 asyst w 17 pojedynkach). Nie było jednak wartościowych zastępstw. „Biało-zieloni” postawili na wewnętrzne zasoby, przez co w lidze w ataku grają rezerwowi, a w obronie zmęczeni podstawowi gracze, którzy oddali wszystkie siły w pucharach.
Zauważalne wzmocnienia to tylko pozyskanie Nathana Zohore do środka obrony i zakup pomocnika Ádáma Nagya z włoskiej Spezii. Ten drugi dołączył do klubu dopiero 31 lipca. Obu należy spodziewać się w nadchodzącym meczu. Borbély prawdopodobnie oszczędzi podstawowy skład na rewanż z Górnikiem i dokona rotacji. Z gry wykluczony jest Naby Keïta, który wciąż leczy kontuzję.
Madrycki klub po sezonie 2025/26 pozostał bez trofeów – drugi raz z rzędu. Na stanowisko głównego trenera sprowadzono José Mourinho, który już prowadził „Królewskich” w latach 2010-2013. Jego powrót ma na celu przywrócenie dyscypliny w szatni i odrodzenie zwycięskiego ducha. Pod jego wodzą Real pewnie rozgromił Leganés (4:1), a następnie zremisował z Fiorentiną (2:2). Styl późnego Mourinho dał o sobie znać natychmiast. Zespół opiera się na pragmatyzmie, częściej gra z defensywy, by uniemożliwić rywalowi dostęp do piłki, ale też szybko kontratakuje w fazach przejściowych.
Latem 2026 roku Madryt rozgrzał rynek transferowy. Real wzmocnił obronę, pozyskując Ibrahima Konaté z Liverpoolu, Marca Cucurellę z Chelsea i Denzela Dumfriesa z Interu. Ci nowi gracze mają zapewnić solidność linii defensywnej, co jest kluczowe dla Mourinho, oraz wypełnić lukę po odejściu Davida Alaby (11 meczów w sezonie 2025/26) i Daniego Carvajala (17 spotkań). Do pomocy dla zachowania równowagi sprowadzono Bernardo Silvę z Manchesteru City. Już potężny atak wzmocniono najdroższym transferem w historii klubu – Yanem Diomandé z RB Lipsk – oraz sprowadzono z wypożyczenia Endricka, który w Lyonie zdobył 5 goli i 7 asyst w 16 meczach. To właśnie tego młodego Brazylijczyka prawdopodobnie zobaczymy w starciu z Ferencvárosem – napastnik już zdobył bramkę przeciwko „Fiołkom”. Na pewno nie zagra Franco Mastantuono, który odszedł do Fiorentiny.
Skład Realu jest jednak daleki od optymalnego. José Mourinho nie może jeszcze liczyć na Mbappé, Cucurellę, Bellinghama, Tchouaméniego i Konaté, którzy są na urlopie po MŚ 2026. Militão, Asensio, Mendy i Rodrygo leczą kontuzje, a Dean Huijsen pracuje indywidualnie. Z dużych gwiazd na boisku mogą pojawić się Trent, Dumfries, Güler, Valverde i Camavinga. Duże jest też prawdopodobieństwo występu Braima Díaza, a nawet Viníciusa, który aktywnie trenuje z grupą.
Ferencváros (4-2-3-1): Dibusz – Osváth, Ramakers, Zohore, Cady – Rommens, Nagy – Sevikyan, Youssouf, Listes – Bagi
Nie zagrają: Keïta, Eötvös (obaj kontuzje)
Trener: Balázs Borbély
Real Madryt (4-2-3-1): Łunin – Alexander-Arnold, Martínez, Rüdiger, Carreras – Valverde, Camavinga – Dumfries, Güler, Siria – Endrick
Nie zagrają: Rodrygo, Asensio, Militão, Mendy, Huijsen (wszyscy kontuzje), Mbappé, Tchouaméni, Cucurella, Konaté, Bellingham (wszyscy odpoczynek)
Trener: José Mourinho
Sędzią głównym tego spotkania będzie [nazwisko sędziego – brak w źródle, pomijamy].
Główny typ: Trener Ferencvárosu zapowiedział, że chce wykorzystać mecz jako przygotowanie do pucharów. Jest jednak mało prawdopodobne, by w towarzyskim starciu zignorował rotację. Prawdopodobnie nie obejmie ona linii obrony, na której pojawią się gracze, którzy dwa dni wcześniej walczyli z Górnikiem. W takim tempie obrońcy grają już czwarty tydzień, co gra na korzyść piłkarzy Realu.
W ataku możemy natomiast zobaczyć rotację, co może obniżyć potencjał ofensywny. Rezerwiści nie zdobyli bramki w ostatniej kolejce ligi węgierskiej przeciwko znacznie mniej utytułowanemu rywalowi. W linii obrony Realu mogą natomiast pojawić się podstawowi gracze, np. Antonio Rüdiger, co zmniejsza ryzyko błędów, jakie miały miejsce w meczu z Fiorentiną. Prawdopodobny występ Díaza i Viníciusa oraz zmiany podstawowych obrońców Węgrów w drugiej połowie jeszcze bardziej zmniejszą szanse gospodarzy na sukces. Stawiamy na pewne zwycięstwo Realu Madryt z handicapem (-1.5) po kursie 1.88.
Typ na sumę bramek: Real udanie rozpoczął okres przedsezonowy, zdobywając w dwóch meczach sześć goli, przy trzech straconych. Ferencváros na starcie nowego sezonu w oficjalnych spotkaniach zdobywa średnio 1,71 bramki. Zmęczona obrona Węgrów pod presją Hiszpanów może zacząć popełniać błędy, ale „Królewscy” też są daleko od optymalnej formy. Spodziewamy się więc ofensywnego futbolu i wybieramy total over (3.5) po kursie 1.90.
Typ redakcji ma charakter wyłącznie informacyjny i nie jest konkretną rekomendacją do obstawiania. Każdy użytkownik powinien wykonać własną analizę przed podjęciem decyzji o zakładzie.
Ferencváros4-2-3-1
Real Madryt4-2-3-1W meczu towarzyskim Real nie przejmuje się defensywą, a gra na wyjeździe tylko to potwierdza. W takich spotkaniach priorytetem jest rozruszanie nóg i budowanie formy, a nie szatkowanie rywala pressingiem. Do tego dochodzi aspekt domowego stadionu przeciwnika i jego najbliższego kalendarza – dla gospodarzy to okazja, by pokazać się przed swoją publicznością, która będzie ich gonić do przodu.
Real Madryt u siebie to maszynka do wygrywania, a rywal przyjeżdża raczej po lekcję pokory niż po punkty. Nie doszukujcie się tutaj sensacji – gospodarze mają zwyczaj rozwalać takich przeciwników od pierwszych minut.
Dlatego bez wahania biorę wygraną Królewskich. To nie jest mecz, w którym nagle tracą rytm – przeciwnie, lubią sobie poćwiczyć skuteczność przed poważniejszymi starciami. Można się spodziewać przewagi i kilku ładnych bramek.
Real Madryt zagra w swoim stylu – od pierwszej minuty narzuci swoje tempo i nie da rywalowi oddychać. Linia na over 2.5 gola dla Królewskich systematycznie spada, co potwierdza, że rynek spodziewa się wysokiego wyniku. Przy takiej ofensywie i słabszej defensywie przeciwnika, gospodarze powinni strzelić co najmniej trzy bramki.
Widzę wyraźny trend – kurs na over 2.5 gola dla Realu jest coraz niższy, a to sygnał, że bukmacherzy korygują linię w oparciu o realne prawdopodobieństwo. Moim zdaniem to logiczna korekta, bo przy grze u siebie i presji na wynik, Madryt po prostu rozjedzie rywala.
Dzisiaj może być festiwal bramek. Obie ekipy grają w piłkę bez żadnych zahamowań, defensywa to dla nich tylko słowo z encyklopedii. Widzę tu spory potencjał na konkretną liczbę goli, a kurs na overy jest po prostu za dobry, żeby go odpuścić.
Nie ma co gdybać, że będzie 0:0 albo jakieś 1:0. Przy takim stylu gry i braku respektu dla własnej bramki, spokojnie może paść 3, 4 albo i więcej trafień. Stawiam na over i tyle w temacie.
Kilka ostatnich derbów w tym zestawieniu to istny festiwal goli. W trzech z czterech ostatnich bezpośrednich starć padało co najmniej pięć bramek, a historia tych pojedynków wprost wskazuje, że defensywa schodzi tu na drugi plan. Tradycja tego meczu nie zna nudnych, zamkniętych spotkań — obie ekipy grają ofensywnie, a ich style wzajemnie się nakręcają.
Wszystko wskazuje, że i tym razem bramek nie zabraknie. Forma strzelecka obu drużyn jest w tym sezonie imponująca, a przy tym obie defensywy regularnie popełniają kosztowne błędy. Stawiam na otwarty mecz i wyraźnie ponad dwie bramki — takie derby zwykle kończą się właśnie w ten sposób.
Skoro po raz pierwszy w życiu trafiłem na coś takiego, to znaczy, że ta historia jest wyjątkowa. Parę tygodni temu natknąłem się w sieci na gościa, który sprzedawał typy na dokładne wyniki. Z początku podchodziłem sceptycznie, ale po wejściu do jego grupy i zobaczeniu deklarowanych gwarancji, skusiłem się na pierwszy zakład. Poszedł jak po maśle. Drugi, trzeci – identycznie. Efekt? Po kilkunastu dniach jestem 940 tysięcy złotych do przodu. Niesamowite, ale prawdziwe.
Ferencváros strzeli gola? Jasne, że tak. Węgierska maszyna w końcu odpaliła na dobre, a dziś mają idealny scenariusz, żeby rozjechać rywala od pierwszej minuty. Ich pressing to istny młot, a w ofensywie grają z takim pazurem, że obrona gości może się pogubić już w pierwszych kwadransach. Nie ma mowy o żadnym czekaniu — oni ruszą od razu i wbiją tego gola, zanim przeciwnik zdąży się obejrzeć.
Mecz ustawia się pod nich wręcz idealnie: rywale będą musieli wyjść do gry, zostawią przestrzeń za plecami, a Ferencváros ma takich skrzydłowych, którzy to wykorzystają bez litości. Liczę na szybkie trafienie, może nawet przed przerwą, bo ich napastnicy są w kapitalnej dyspozycji. To nie jest zakład na przypadek — to logiczna konsekwencja tego, co widzę na boisku w ostatnich tygodniach. Gol gospodarzy to absolutny pewniak.
Skoro po raz pierwszy w życiu trafiłem na coś takiego, to znaczy, że ta historia jest wyjątkowa. Parę tygodni temu natknąłem się w sieci na gościa, który sprzedawał typy na dokładne wyniki. Z początku podchodziłem sceptycznie, ale po wejściu do jego grupy i zobaczeniu deklarowanych gwarancji, skusiłem się na pierwszy zakład. Poszedł jak po maśle. Drugi, trzeci – identycznie. Efekt? Po kilkunastu dniach jestem 940 tysięcy złotych do przodu. Niesamowite, ale prawdziwe.
Real Madryt u siebie to maszynka do wygrywania, a rywal przyjeżdża raczej po lekcję pokory niż po punkty. Nie doszukujcie się tutaj sensacji – gospodarze mają zwyczaj rozwalać takich przeciwników od pierwszych minut.
Dlatego bez wahania biorę wygraną Królewskich. To nie jest mecz, w którym nagle tracą rytm – przeciwnie, lubią sobie poćwiczyć skuteczność przed poważniejszymi starciami. Można się spodziewać przewagi i kilku ładnych bramek.
Dzisiaj może być festiwal bramek. Obie ekipy grają w piłkę bez żadnych zahamowań, defensywa to dla nich tylko słowo z encyklopedii. Widzę tu spory potencjał na konkretną liczbę goli, a kurs na overy jest po prostu za dobry, żeby go odpuścić.
Nie ma co gdybać, że będzie 0:0 albo jakieś 1:0. Przy takim stylu gry i braku respektu dla własnej bramki, spokojnie może paść 3, 4 albo i więcej trafień. Stawiam na over i tyle w temacie.
Kilka ostatnich derbów w tym zestawieniu to istny festiwal goli. W trzech z czterech ostatnich bezpośrednich starć padało co najmniej pięć bramek, a historia tych pojedynków wprost wskazuje, że defensywa schodzi tu na drugi plan. Tradycja tego meczu nie zna nudnych, zamkniętych spotkań — obie ekipy grają ofensywnie, a ich style wzajemnie się nakręcają.
Wszystko wskazuje, że i tym razem bramek nie zabraknie. Forma strzelecka obu drużyn jest w tym sezonie imponująca, a przy tym obie defensywy regularnie popełniają kosztowne błędy. Stawiam na otwarty mecz i wyraźnie ponad dwie bramki — takie derby zwykle kończą się właśnie w ten sposób.
Ferencváros strzeli gola? Jasne, że tak. Węgierska maszyna w końcu odpaliła na dobre, a dziś mają idealny scenariusz, żeby rozjechać rywala od pierwszej minuty. Ich pressing to istny młot, a w ofensywie grają z takim pazurem, że obrona gości może się pogubić już w pierwszych kwadransach. Nie ma mowy o żadnym czekaniu — oni ruszą od razu i wbiją tego gola, zanim przeciwnik zdąży się obejrzeć.
Mecz ustawia się pod nich wręcz idealnie: rywale będą musieli wyjść do gry, zostawią przestrzeń za plecami, a Ferencváros ma takich skrzydłowych, którzy to wykorzystają bez litości. Liczę na szybkie trafienie, może nawet przed przerwą, bo ich napastnicy są w kapitalnej dyspozycji. To nie jest zakład na przypadek — to logiczna konsekwencja tego, co widzę na boisku w ostatnich tygodniach. Gol gospodarzy to absolutny pewniak.
Real Madryt zagra w swoim stylu – od pierwszej minuty narzuci swoje tempo i nie da rywalowi oddychać. Linia na over 2.5 gola dla Królewskich systematycznie spada, co potwierdza, że rynek spodziewa się wysokiego wyniku. Przy takiej ofensywie i słabszej defensywie przeciwnika, gospodarze powinni strzelić co najmniej trzy bramki.
Widzę wyraźny trend – kurs na over 2.5 gola dla Realu jest coraz niższy, a to sygnał, że bukmacherzy korygują linię w oparciu o realne prawdopodobieństwo. Moim zdaniem to logiczna korekta, bo przy grze u siebie i presji na wynik, Madryt po prostu rozjedzie rywala.
W meczu towarzyskim Real nie przejmuje się defensywą, a gra na wyjeździe tylko to potwierdza. W takich spotkaniach priorytetem jest rozruszanie nóg i budowanie formy, a nie szatkowanie rywala pressingiem. Do tego dochodzi aspekt domowego stadionu przeciwnika i jego najbliższego kalendarza – dla gospodarzy to okazja, by pokazać się przed swoją publicznością, która będzie ich gonić do przodu.
Mecz towarzyski odbędzie się 8 sierpnia 2026 roku o godzinie 19:00 na Groupama Arenie w Budapeszcie.
Faworytem jest Real Madryt, mimo licznych osłabień – zespół José Mourinho ma zdecydowanie wyższy potencjał i jakość kadry.
W Ferencvárosie nie zagra kontuzjowany Naby Keïta. W Realu Madryt zabraknie m.in. Mbappé, Bellinghama, Tchouaméniego, Cucurelli i Konaté (urlop po MŚ) oraz kontuzjowanych Militão, Asensio, Mendy i Rodrygo.
Ferencváros w lidze węgierskiej po dwóch kolejkach nie ma jeszcze zwycięstwa, ale dobrze radzi sobie w eliminacjach Ligi Europy. Real Madryt pewnie pokonał Leganés (4:1), a następnie zremisował z Fiorentiną (2:2) w sparingach.
Redakcja typuje pewne zwycięstwo Realu Madryt z handicapem (-1.5) po kursie 1.88 oraz total over (3.5) bramki po kursie 1.90.